Gdy tylko Czkawka upewnił się, że Szczerbatek ze Skipper na grzbiecie polecieli bezpiecznie do wioski, podbiegł do podnoszącego się z ziemi Dagura i przyłożył mu miecz do gardła.
- Natychmiast wypuść smoka, albo albo nacisnę odrobinę mocniej, przy okazji odcinając ci głowę, a stedy z łatwością odbiorę ci Błyskawicę - warknął, patrząc z nienawiścią na wodza Beskerków. - I muszę przyznać, że mam na to coraz większą ochotę, biorąc pod uwagę to, co zrobiłeś Skipper!
- Ach, a więc tak ma na imię ten piękny lecz niedostępny nordycki kwiat? Imię równie piękne, jak ona sama, a sądząc po twojej minie, tobie zawróciła w głowie tak samo mocno jak mnie, a nawet mocniej, gdyż zdradziła ci swoje imię, które wymawiasz z takim namaszczeniem. No cóż, ze mną niestety nie zdobyła się na taką poufałość - Dagur wystudiowanym gestem otarł niewidzialną łzę. - To takie smutne, że biedne dziewczę zaufało i powierzyło życie swoje i swojego smoka komuś, kto wogóle tego nie docenia.
- O czym ty mówisz? - warknął Czkawka przez zaciśnięte zęby i przycisnął miecz tak mocno, że w miejscu, gdzie dotykał on skóry na szyi Dagura, zaczęły spływać drobne strumyczki krwi. - Odesłałem ją bezpiecznie do wioski, nic nie może jej się stać!
- No cóż, może fizycznie nie, ale patrząc na nią wiem, że to cierpienie psychiczne może ją zabić.
- O co ci niby chodzi? Przecież nic...
- Jak sądzisz, jak bardzo cierpi teraz, gdy widzi swoją smoczycę umierającą od zatrutej włóczni, którą moi słudzy wbili jej w bok, a jej chłopak zanim cokolwiek zrobić, jak jej obiecał, stoi i grozi potężnemu wodzowi Beskerków, którego i tak nie zabije, bo jest na to zbyt słaby? Jak bardzo złamie jej to serce?
- Ty stary, durny... - Czkawka z dzikim rykiem zamachnął się mieczem, ale Dagura już dawno tam nie było. Zamiast tego pochylał się z nożem nad Błyskawicą, która skrzeczała cicho ze strachu.
Czkawka zrozumiał. Dagur po prostu bawił się z nim w okrutną grę, znając wszystkie jego słabości. Wiedział, że wszystko jedno, co by się nie działo, nie będzie w stanie zabić człowieka.
- No i co, Czkaweńko? Teraz już nie jesteś taki odważny, co? - Dagur ryknął parszywym śmiechem, wbijając włócznię głębiej w bok rannej smoczycy, która wydała z siebie cichy jęk. - Skoro nie oddasz mi swojej Nocnej Furii, to po co mi ta? Przecież i tak jest całkowicie bezbronna, nie może używać swojej plazmy, więc i tak długo nie pożyje. Chyba zaraz skrócę jej męki, bo nie mogę już patrzeć, na jej piękną właścicielkę pogrążoną w łzach.
- O co ci niby cho... Skipper? - Czkawka odwrócił głowę i spojrzał prosto w oczy wkurzonego Szczerbatka. Tak jak się tego spodziewał, dziewczyna siedziała na jego grzbiecie. Jej policzki były jeszcze mokre od łez, jednak oczy płonęły czystą nienawiścią. Po sposobie, w jaki patrzyła na Dagura widać było, że jest zdesperowana i zrobi wszystko aby uratować Smoka. - Co ty tu, do cholery..? Kazałem wam przecież wrócić do wioski! Jesteś ranna!
- Hej Czkawko, mi też miło cię widzieć - warknęła, nawet na niego nie patrząc. Potem powolnym ruchem, ze wzrokiem cały czas utkwionyn w potencjalnej ofierze, zdjęła z pleców łuk i nałożyła strzałę na cięciwę. - Uwaga, są trujące. Sparaliżują cię, mogą odebrać kończynę, a w ekstremalnych przypadkach, jeśli trucizna szybko przedostatnie się do krwiobiegu, nawet życie. Chociaż twoje i tak było nic nie warte - wycedziła przez zęby.
- Nie odważysz się - wyjąkał wódz Beskerków z udawaną obojętnością w głosie, jednak po jego minie było widać, że jest przerażony. - Nie strzelisz, nie zrobisz tego!
- Naprawdę tak sądzisz? Zawsze chciałam mieć głowę wodza wikingów, żeby ją wypchać i nosić na głowie jak chełm - usmiechnęła się na kilka sekund, jednak jej oczy pozostały czujne. - Uwierz mi, Dagurze Szalony czy jak cię tam zwą, w takiej sytuacji nigdy bym nie żartowała.
Gdy tylko skończyła mowić, poluźniła palce trzymające cięciwę łuku, a wypuszczona strzała wbiła się w udo chłopaka, powalając go na ziemię. Tak jak zapowiadała, był sparaliżowany.