Skipper bardzo chciałaby zobaczyć minę Czkawki, gdy tak spadała w dół a wiatr rozwiewał jej włosy. Rozłożyła ręce, a z rękawów jej stroju wysunęła się kawałki materiału, dzięki którym mogła szybować, a nie tylko spadać w dół. Kochała to - ten ryk wiatru, uderzające w twarz powietrze i delikatnie wilgotna mgiełka, która otaczała ją ze wszystkich stron, gdy tak leciała nad oceanem. Już wiele razy ćwiczyła tę sztuczkę, asekurowana przez Błyskawicę, która leciała obok niej i zawsze na końcu ją łapała, nie pozwalając, aby się potłukła. Teraz miała to zrobić sama, bez pomocy smoczycy.
Gdy od ziemi dzieliło ją tylko kilkanaście metrów, zwinęła się w kłębek, aby choć trochę trochę zmortyzować uderzenie. Przygryzła dolną wargę i zacisnęła dłonie tak mocno, że paznokcie wbiły jej się skórę. Mimo całego skumulowanego w niej strachu i metalicznego smaku krwi w ustach była zdeterminowana.
Ziemia zbliżała się z ogromną prędkością. Zacisnęła powieki, najmocniej jak umiała i zaczęła odliczać.
3 sekundy, 2 sekundy, 1sekunda...
BUM! Już drugi raz w ciągu tego dnia walnęła z ogromną prędkością, co raczej nie spodobało się wszystkim znajdującym się na jej ciele siniakom. Spróbowała wstać, jednak pęknięta kostka i zakrwawione kolano jej na to nie pozwoliły. Na domiar złego obtłukła sobie jeszcze łokieć.
Odłamała gałąź z pobliskiego drzewa i spróbowała wstać, podpierając się na niej. Tym razem poszło jej o wiele lepiej.
Przeklinając siebie za to, że wogóle dupuściła do takiej sytuacji, jakoś dokuśtykała do skały, gdzie leżała ranna Błyskawica. Niestety, nie była sama. Tuż nad nią pochylał się jakiś chłopak, trochę wyższy i starszy od Skipper. Kiedy ją zobaczył, uśmiechnął się triumfalnie i podszedł do niej, delektując się smakiem zwycięstwa. Odwołał nawet straże, przekonany, że dziewczyna w takim stanie nie jest w stanie mu zagrozić.
- Proszę, proszę, proszę, kogo my tu mamy, Czkawka we własnej osobie - uśmiechnął się chytrze, obchodząc ją dookoła i obserwując jej rany. - Widzę, że bez swojego kochanego smoczka już nie radzisz sobie tak dobrze.
- Nie jesteś Albrechtem - bardziej stwierdziła niż spytała Skipper, cały czas uparcie wpatrując się w swoje buty. Bała się podnieść wzrok, z obawy, że chłopak rozpozna, że nie jest Czkawką. - Bardziej jego się tutaj spodziewałam, po tym, jak nas zaatakował.
- Ależ skąd, mój drogi przyjacielu, nie jestem Albrechtem. Czy już zapomniałeś swojego największego wroga? Chyba musiałeś mocno uderzyć się w głowę, gdy spadałeś z nieba, że teraz już nie pamiętasz Dagura Szalonego! - chłopak złapał ją za podbródek i delikatnie uniósł go do góry, zmuszając ją tym samym, aby spojrzała mu w oczy. - No więc jak to będzie, Czkawko? Oddasz mi swojego smoka po dobroci, abym mógł wypchać jego łeb i nosić na głowie jak hełm? Czy ciebie też mam wcześniej zabić?
Dziewczyna zamiast odpowiedzieć po prostu plunęła mu w twarz. Nie wiedziała i raczej wątpiła w to, że Czkawka zrobiłby coś i takiego, jednak nie mogła się powstrzymać.
Dagur ryknął i wielkimi łapskami zaczął wycierać sobie jej ślinę z oczu.
- Jak śmiesz! Straże! Związać go i zakuć w kajdany! Chcę mieć go żywego, zamkniętego w najciemniejszej celi! Będzie miał piękny widok, na śmierć swojego kochanego smoczka!
Około pięciu strażników na raz rzuciło się na nią i związało ją, przy okazji kneblując jej usta. Gdy jeden z nich przypadkowo nadepnął jej na kostkę, dziewczyna krzyknęła i zgięła się w pół, a hełm Czkawki spadł jej z głowy, uwalniając opadające na ramiona pukle brązowych włosów.
Dagur, obserwujący całą scenę z niemal znudzoną miną, przyjrzał jej się uważniej, przecierając oczy ze zdumienia.
- Ty... Ty nie jesteś Czkawką! Ty nie jesteś nawet chłopcem! Co ty tu robisz! Opowiadaj, szybko! - gdy dziewczyna spojrzała na niego jak na idiotę, od razu się zreflektował. - Och, wybacz, nie możesz mówić... Rozwiązać ją durnie! Czemu wogóle ją związaliście i zakneblowaliście? Czy wydałem taki rozkaz? Rozwiązać natychmiast i posadzić na czymś wygodnym! Gdy będzie mówić, opatrzyć jej rany, podać jedzenia i wody!
- Yyy, panie, ale przed chwilą kazałes ją związać, bo napluła ci w twarz - jakiś strażnik podszedł do Dagura, nerwowo drapiąc się po karku. - Przecież zrobiła coś okropnego. Dlaczego teraz mamy traktować ją inaczej niż więźnia?
- Bo to kobieta, durniu! Dopóki ja tu dowodzę, kobiety trzeba traktować z należnym im szacunkiem i czcią! No już, ruszać się!
